Dlaczego NIE warto mieć królika.
A dlaczego o tym piszę?
Dlatego, że denerwuje mnie, że ludzie nie mają pojęcia o tych zwierzętach kupując je bezmyślnie i sami dodając sobie pracy i kosztów. Po co? Nie mam pojęcia, ale zamiast się dobrze zajmować tym zwierzakiem , to albo zwierzaka wyrzucą, albo łaskawie zaniosą do jakieś piwnicy, garażu i od czasu do czasu przyjdą nasypać garść karmy. Sama popełniłam wiele błędów w "hodowaniu" królików, ale wydaje mi się że odkąd mam Dionizego czyli od 6 klasy szkoły podstawowej jestem bardziej odpowiedzialna, rodzice oprócz finansowania moich zwierzaków nie interesują się nimi i to na mojej głowie było króliki nakarmić i im posprzątać. Nigdy nie uważałam tego za obowiązek tylko za coś naturalnego, żeby zwierzak się jak najlepiej czuł.
Tutaj porównanie:
Dyziek pierwszego dnia w domu ( widać jaki jest przestraszony):
Dyziek wczoraj ( pan i władca):
Read More
- Pierwszym powodem jest to, że utrzymanie królika kosztuje. Nie mówię tutaj o wstępnych kosztach czyli klatka i reszta imprezy, ale jedzenie, żwirek czy wizyta u weterynarza. Na dłuższą metę zbiera się duża suma.
- Błędne pojęcie o samym zwierzaku. Królik to nie jest mała, puchata, przestraszona kuleczka, którą kupujemy w sklepie zoologicznym. Ta kuleczka rośnie i to dość sporo, i wcale nie jest taka kochana na jaką wygląda. Często podrapie, ugryzie. A potem płacz...
- Ponadto królikowi nie wystarczy 2 razy dziennie dać jeść i raz w tygodniu wyczyścić klatkę i od czasu do czasu pogłaskać uszaka. Życzę powodzenia przy takim stawianiu sprawy.
- Uszasty może powodować szkody i to całkiem duże jak na jego rozmiar. To przegryzie kabel, to podrapie kanapę, czy nasika na dywan.
- Kto się zajmie królikiem podczas wyjazdu? Sam przecież nie zostanie przez tydzień czy nawet więcej. Ha, ponadto królik może żyć 10 lat czasem więcej. Często zwierzak może być problemem jeśli dostało się go w podstawówce, a dziecko wyjeżdża na studia i nie ma go jak ze sobą zabrać
A dlaczego o tym piszę?
Dlatego, że denerwuje mnie, że ludzie nie mają pojęcia o tych zwierzętach kupując je bezmyślnie i sami dodając sobie pracy i kosztów. Po co? Nie mam pojęcia, ale zamiast się dobrze zajmować tym zwierzakiem , to albo zwierzaka wyrzucą, albo łaskawie zaniosą do jakieś piwnicy, garażu i od czasu do czasu przyjdą nasypać garść karmy. Sama popełniłam wiele błędów w "hodowaniu" królików, ale wydaje mi się że odkąd mam Dionizego czyli od 6 klasy szkoły podstawowej jestem bardziej odpowiedzialna, rodzice oprócz finansowania moich zwierzaków nie interesują się nimi i to na mojej głowie było króliki nakarmić i im posprzątać. Nigdy nie uważałam tego za obowiązek tylko za coś naturalnego, żeby zwierzak się jak najlepiej czuł.
Tutaj porównanie:
Dyziek pierwszego dnia w domu ( widać jaki jest przestraszony):
Dyziek wczoraj ( pan i władca):

